Awersja w szkoleniu psów

Porozmawiajmy o awersji.

Synonimem awersji w j. polskim jest wstręt, jednak w szkoleniu psów to hasło nabiera nieco innego znaczenia.

Pod pojęciem metod awersyjnych kryje się bowiem szkolenie, w którym używa się różnej postaci kar rozumianych jako bodziec nieprzyjemny dla psa, przymusu i przemocy.
Najczęściej w takiej tresurze używa się krzyku, tzw. korekty smyczą, szarpania, siłowego ustawiania ciała psa w pozycji lub innych metod bazujących na, między innymi, (dawno obalonej) teorii dominacji. Psy zmusza się do posłuszeństwa stosując kolczatki, obroże elektryczne i inne patenty, które sprawiają dyskomfort i ból.

Nietrudno się domyślić, że ten rodzaj tresury wywołuje u psa obawę, lęk, przerażenie, frustrację i inn emocje, które ogólnie określamy jako te negatywne, nieprzyjemne. Dodatkową konsekwencją metod awersyjnych jest brak zaufania do opiekuna, wyuczona bezradność, brak samodzielności, brak poczucia sprawczości, niska pewność siebie psa, czyli wszystko to, czego odwrotność chcemy uzyskać w szkoleniu będąc miłośnikami czworonogów.

Czy to oznacza, że awersja nie działa?
Działa, ale tylko powierzchownie. Zachowanie psa ulegnie zmianie, ale tylko z obawy przed karą/dyskomfortem/bólem. Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę fakt, że każde działanie psa wywołane jest pewnymi emocjami, a szkolenie awersyjne nie bierze ich pod uwagę (lub w bierze, ale w stopniu niewystarczającym), czyli nie działa na przyczynę problemu. W konsekwencji pies może zacząć prezentować inne zachowanie (czasem gorsze niż to pierwsze), którego emocjonalne źródło pozostaje bez zmian.

Niestety efekty, które można uzyskać używając awersji są przeważnie szybsze do osiągnięcia niż w przypadku szkolenia „pozytywnego” (wykorzystującego nagrody, w którym jedyną karą jest brak sukcesu).
To sprawia, że ludzie nadal będą wykorzystywać awersję w szkoleniu psów. Tak jest łatwiej i szybciej. Poza tym taka tresura daje możliwość wyładowania swoich emocji na psie.

Kolejną złą informacją jest to, że szybkie efekty są bardzo medialne, ładne do pokazania światu i przez to wykorzystywane przez licznych treserów oraz chętnie powielane przez osoby, które nie są świadome negatywnych konsekwencji psychicznych i fizycznych takiego szkolenia. Duża liczba udostępnień, programy tv pokroju “Zaklinacza psów” i brak wiedzy opiekunów sprawiają, że do trenerów używających awersji ciągle trafiają nowi klienci, mają wielu followersów i fanów próbujących ich naśladować (czasem stających się kolejnymi treserami powielającymi takie metody).

Powstały też szkoleniowe hybrydy, czyli metody wykorzystujące zarówno awersje i nagrody np. NePoPo. Marketingowo super, bo przecież można pięknie pisać o tych pozytywnych aspektach treningu, jednak tam nadal jest awersja i smaczkami nie da się odbudować zaufania psa do opiekuna lub zniwelować narastającej frustracji, czy innych nieprzyjemnych emocji.

Podsumowując: mam awersję do awersji.

Czy to oznacza, że jestem bez winy? Absolutnie nie. Jestem człowiekiem i też mi się zdarzy krzyknąć na swoje psy lub szarpnąć smycz, ale nie uważam tego za świetne techniki szkoleniowe, wręcz za każdym takim incydentem jest mi strasznie głupio i zawsze przepraszam zwierzaki za moje impulsywne zachowanie. Ba! Mój pierwszy psiak chodził jakiś czas na kolczatce (w dodatku źle założonej) i na halterku co było wynikiem mojej niewiedzy i niedojrzałości.
Nie wyobrażam sobie używania awersji w codziennym szkoleniu własnych psów i pracy z pupilami Klientów, zwłaszcza, że do behawiorystów często trafiają psiaki po szkółkach awersyjnych i tych, które wcześniej określiłam jako hybrydowe.
Przypadek?
Nie sądzę.

PS. W tekście celowo używałam sformułowania „treser” odnosząc się do szkoleniowców używających awersji, bo uważam takie metody za tresurę zwierząt, a nie wychowanie czy szkolenie ich.

PS2. Zdjęcie autorstwa Michała (Bezdomny Pelikan) – dziękuję! 🙂

Dodaj komentarz