Kilka lat mieszkałam w tzw. sypialni Poznania. Zabudowa jednorodzinna, piękna okolica, wille, idealnie przystrzyżone trawniki, szereg drogich aut na podjeździe i psy, które nigdy nie były na spacerze…
Bo przecież mają setki/tysiące metrów ogrodu do dyspozycji…
Przykro.
Spacer dla psa to absolutne minimum zadbania o jego naturalne potrzeby, a co za tym idzie również o jego zdrowie psychiczne i fizyczne!
Niezależnie od rasy, wieku, temperamentu i hektarów jakie ma do dyspozycji…
Spacer musi być!
Przynajmniej raz dziennie, każdego dnia, przez całe życie psiaka.
Wiadomo, może trafić się taki dzień, kiedy faktycznie nie jest się w stanie wyjść z psiakiem na przechadzkę po okolicy i to też jest ok, ale TYLKO w przypadku, kiedy mówimy o jakiejś wyjątkowej sytuacji. Niestety, byłam świadkiem rzeczywistości prezentującej się odwrotnie – wyjątkową sytuacją dla psa było wyjście na spacer. Nie trzeba być fachowcem, żeby się domyślać jak psiak się zachowywał – ciągnął na smyczy, reagował intensywnie na bodźce, szczekał na psy, próbował gonić koty, rowery i auta… Opiekunowie umacniali się w tym, że mają niegrzecznego psa, a spacery nie są przyjemnością. Psiak wracał do domu i przez dłuższy czas nie wyszedł poza posesję.
To nie dotyczy jednego psa, są ich dziesiątki, setki, albo tysiące patrząc na sprawę globalnie.
Czy te psy mają złe życie?
Często nie. Mają opiekę weterynaryjną, czystą wodę, dobrą karmę, są zadbane, zaopiekowane i niejednokrotnie mieszkają w domu z ludźmi jak członkowie rodziny.
Nie oznacza to jednak, że są w pełni szczęśliwe.
Spacer dla psa to:
- ruch = zdrowie,
- eksplorowanie środowiska (swobodne węszenie, bieganie),
- możliwość zaspokojenia części potrzeb łowieckich (tropienie, wypatrywanie),
- kontakt socjalny z innymi ludźmi/psami,
- ciekawe spędzanie czasu,
- budowanie więzi z opiekunem,
- możliwość do ciekawych treningów,
- odpowiednia stymulacja mózgu,
- zwiększenie pewności siebie.
Ogród dla psa to niezmienne, przewidywalne i nudne otoczenie. Brak spacerów wpędza psiaki w stany depresyjne, fiksacje, skłania psy do ucieczek (co jest skrajnie niebezpieczne), buduje i utrwala zachowania problemowe.
Osoby mieszkające w domu z ogrodem często mają podobne problemy behawioralne swoich psów.
Najczęstsze z nich to:
- ujadanie na wszystko i wszystkich co jest za płotem,
- gonienie obiektów wzdłuż ogrodzenia,
- próba pogoni za autami, rowerami i innymi obiektami poruszającymi się szybko (podczas spacerów),
- ciągnięcie na smyczy podczas wyjść poza posesję,
- mała umiejętność koncentracji uwagi,
- zachowania agresywne w stosunku do obcych ludzi/psów,
- zachowania kompulsywne,
- kopanie dziur.
Z czego to wynika?
Przyczyn może być wiele – od nudy, przez brak radzenia sobie w sytuacji trudnej, brak zaspokojenia podstawowych psich potrzb w optymalnym stopniu, aż po przebodźcowanie.
Niezależnie od pierwotnej przyczyny schemat jest prosty:
Problem psa → próba rozwiązania go samodzielnie (bez wsparcia opiekuna) → zachowanie → ulga = sukces!
Dla przykładu:
Pies ma problem z obiektem za płotem → nie ma wsparcia ani pomocy opiekuna → pies zaczyna ujadać i biegać wzdłuż płotu próbując zdystansować obiekt → obiekt się oddala → ulga = sukces
W ten sposób zachowanie się utrwala i skoro pies osiągnął cel to będzie taki schemat powtarzać. Bardzo prawdopodobne jest, że przeniesie to na inne sytuacje i obiekty. Z czasem zachowanie, które można uznać za problemowe stanie się nawykiem i będzie trudniejsze do odpracowania.
Co by się stało, gdyby opiekun był przy psie?
Jeśli człowiek jest świadomy emocji swojego pupila, to mógłby zaproponować mu inną strategię poradzenia sobie w sytuacji i do prezentacji zachowania problemowego by w ogóle nie doszło lub opiekun mógłby je przerwać i zaproponować zastępcze, akceptowalne. W konsekwencji “zły” nawyk by nie powstał, a psiak miałby narzędzie żeby w przyszłości poradzić sobie inaczej w podobnej sytuacji. Buduje się też fajna relacja i zaufanie do opiekuna.
Oczywiście, wiem, że nikt nie jest w stanie zajmować się psem 24h/dobę, zwłaszcza z zachowaniem 100% uważności na to co robi. Zdaję sobie również sprawę, że to spore uogólnienie i pojawienie się podobnych problemów nie świadczy o zbyt małej opiece człowieka nad psem, ale jednak chciałam Wam opisać moje spostrzeżenia w tym temacie i uwrażliwić Was na konsekwencje zostawiania psa bez nadzoru nawet na ograniczonej, pozornie bezpiecznej przestrzeni jaką jest prywatny ogród.
Podsumowując: Własna działka to z pewnością spore udogodnienie przy posiadaniu psiaka, ale nie zwalnia to opiekuna z obowiązku zajmowania się nim. Każdy pies, niezależnie od tego, czy żyje w mieszkaniu, czy ma do dyspozycji hektary ziemi musi iść na spacer i mieć zaspokojone wszystkie potrzeby w optymalnym dla niego stopniu. Pozostawianie zwierzaka bez nadzoru (nawet jeśli ma on w schemacie dnia dłuższe wyjście poza posesję) może wiązać się z budowaniem i utrwalaniem zachowań niepożądanych, a ogród to miejsce większego ryzyka takich konsekwencji niż dom czy mieszkanie, bo psiak jest narażony na większą ilość nieprzewidywalnych bodźców za płotem i nie tylko. Dodatkowo z własnego doświadczenia (i historii Klientów) powiem, że na pupila czeka jeszcze inne niebezpieczeństwo – możliwość zatrucia lub skrzywdzenia go w inny sposób. Niestety, ale przez płot bardzo łatwo przerzucić naszpikowane trucizną lub gwoździami mięso, co może skończyć się tragicznie dla zwierzaka nawet jeśli opiekun zareaguje błyskawicznie. Żeby nie popadać w skrajności – to nawet nie musi być celowe działanie. Dzieci wracające ze szkoły (albo inne osoby w dowolnym wieku) mogą wrzucić na posesję coś do jedzenia, co nie jest szkodliwe dla człowieka, ale jest niebezpieczne dla psa i skończy się tak samo. Bywają też sytuacje rzucania w psa kamieniami lub kradzieży zwierzęcia z posesji. Uczulam więc Was, żeby cieszyć się i korzystać z posiadania domu z ogrodem, ale jednocześnie kontrolować i zadbać o bezpieczeństwo fizyczne oraz komfort emocjonalny psiaka.