Na pewnej psiej grupie ktoś zadał pytanie: “W jakim stopniu stabilność i dobre zachowanie psa zależy od treningu i wychowania, a w jakim stopniu od genetyki, usposobienia i braku traumatycznych przeżyć z okresu szczenięcego?” Pytanie było dłuższe i dotyczyło konkretnej sytuacji osoby pytającej, ale uznałam powyższe zdanie za kwestię ciekawą do filozoficznego rozmyślania.
Na początek zachęcam do odwrócenia pytania i zastanowienia się, czy każdy “niestabilny i źle zachowujący się” pies to efekt braku wychowania, złego treningu lub nieświadomego opiekuna? Na to pytanie trochę łatwiej nam odpowiedzieć.
Nie znam badań, które określają jaki stopień charakteru psa stanowią jego geny, przeszłość, czy wyuczenie pewnych zachowań, ale pierwsza śmiała teza, która przyszła mi do głowy brzmi:
“Najlepszego” psa (pod kątem genów, braku traum i złych doświadczeń) można zepsuć brakiem treningu/wychowania (nieumiejętnym treningiem/wychowaniem, awersją w pracy itd.), a jednocześnie “najgorszego” (znów geny + traumy) nie zawsze się jest w stanie “naprawić” świadomą pracą.
Ciężko rozpatrywać takie kwestie czysto teoretycznie, bo każdy psiak jest inny i wymaga indywidualnego podejścia, więc moja powyższa teza celowo nie zawiera takich słów jak “zawsze”, “każdy”, “nigdy” itp.
Nie ulega wątpliwości, że na zachowanie psa mają wpływ geny, przebieg ciąży, traumy i doświadczenia negatywne/pozytywne życiowe, etap rozwojowy w którym pies doświadczył jakichś rzeczy, to, czy pewne sytuacje się powtarzały, czy były jednorazowym incydentem, czy jakieś zachowania zostały wyuczone przez obserwowanie innych osobników np. matki, czy i w jakim stopniu są zaspokojone potrzeby psa (nie tylko w rytmie dobowym, ale i tygodniowym, miesięcznym, rocznym, życiowym ogólnie), stan zdrowia, relacja z opiekunem, treningi (kiedy, jak, z kim i czy w ogóle są), codzienne życie psa (psy funkcjonując obok nas uczą się często więcej niż podczas świadomych treningów) i pewnie wiele, wiele innych rzeczy mających wpływ na jednostkę.
Tu pojawia się moja kolejna teza: nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić nawet badając konkretną sytuację konkretnego psa, bo “stabilność i dobre zachowanie”, jak zostało to określone w pytaniu, jest wynikiem działania wielu czynników, często takich, których nigdy nie poznamy. Może być tak, że świadomą fajną pracą osiągniemy super rezultaty z psiakiem o “wątpliwych” genach i z traumami, ale równie dobrze działając dokładnie w ten sam sposób z podobnym psem możemy napotkać mur nie do przebicia i efekty owszem będą, czasem nawet bardzo duże, ale patrząc z boku na takiego zwierzaka ciężko będzie nazwać go “stabilnym i dobrze zachowującym się”. Analogicznie mając psa z dobrymi genami, bez traum możemy wypracować bardzo dużo i mieć niemalże “psa idealnego”, ale ten sam psiak bez odpowiedniego prowadzenia może mieć w przyszłości problemy behawioralne. Są też sytuacje, na które nie mamy do końca wpływu np. zdarzenia losowe lub choroby, które zmienią psa w osobnika “niestabilnego i źle zachowującego się” mimo, że na to nie miały wpływu ani geny, ani traumy z okresu szczenięcego, ani wychowanie czy treningi.
Myślę, że łatwiej nam ocenić coś wstecz tzn. patrząc na aktualne zachowania psa, znając chociaż część jego historii ze sporym prawdopodobieństwem możemy określić co miało wpływ na to, że ten konkretny pies jest właśnie taki jaki jest i układać dalsze plany wiedząc co się sprawdza, co nie i wspólnie iść do przodu dbając o osiągnięte rezultaty lub pracując nad rzeczami, które uznajemy za problematyczne.
Pamiętajcie, nie ma psów idealnych, tak samo jak nie ma idealnych ludzi, a życie lubi płatać figle. Myślę, że dobrą puentą całego filozoficznego rozważania będzie taki mały apel, żeby nie oceniać psów czy nawet ludzi na podstawie ich zachowania (lub, o zgrozo, naszej interpretacji) bez szerszego kontekstu, empatii i chociaż minimalnej próby zrozumienia danego osobnika w jego sytuacji ![]()
Pozdrawiam Was serdecznie,
opiekunka “niestabilnego i źle zachowującego się” burka, behawiorystka
PS. czy to brzmi jak autoantyreklama?