„Spokojnie, zaraz wracam” Julie Naismith – recenzja ksiązki

„Spokojnie, zaraz wracam. Wszystko o lęku separacyjnym psów”

Autor: Julie Naismith

Wydawnictwo: Galaktyka

Moja mini recenzja 

Czy polecam?
Tak!

Dla kogo?
Dla każdego opiekuna zmagającego się z lękiem separacyjnym swojego zwierzaka i osób, które czynnie uczestniczą w terapii zaburzeń separacyjnych psów. Fajnie sprawdzi się też u opiekunów szczeniąt, żeby uniknąć problemu w przyszłości.

Co mi się podobało?

  • Daje opiekunom zrozumienie w ich sytuacji trudnej i nadzieję, że może być lepiej,
  • Opisuje problem z poziomu opiekuna psa z lękiem separacyjnym – można się utożsamiać z narracją autorki,
  • Zaznacza na jakie “rady” można trafić w internecie i, że są bez sensu,
  • Zawiera porady dotyczące terapii lęku separacyjnego zgodne z najnowszą wiedzą i badaniami naukowymi,
  • Kategorycznie sprzeciwia się awersji, karcenia i teorii dominacji (podkreśla szkodliwość tych metod w pracy z psem),
  • Autorka uczyła się od Maleny deMartini, która jest (w mojej ocenie) jedną z ekspertek w dziedzinie pracy z zaburzeniami separacyjnymi psów,
  • Zdejmuje “winę” z opiekuna psa. Lęk separacyjny nie świadczy o błędach człowieka (nawet trenerzy i behawioryści mogą mieć psa z takim zaburzeniem),
  • Obszernie opisuje teorię o lęku separacyjnego (nazewnictwo, co to jest, co nie jest lękiem przed samotnścią, jak rozpoznać, jakie są przyczyny, objawy…),
  • Obala popularne, wciąż powielane przez wielu opiekunów mity np. ten, że wracając do domu jak pies szczeka nagradzamy go i tym samym sprawiamy, że zachowanie problemowe (wokalizacja) się utrwali,
  • Zwraca uwagę na to, że regres lub zatrzymanie się w postępach jest czymś normalnym, co na 99% się pojawi u każdego psa z jakim pracujemy,
  • Podkreśla, że terapia lęku separacyjnego to nudna, żmudna i długa droga i nie da się tego procesu skrócić ani przyśpieszyć,
  • Przypisy tłumacza, które niejednokrotnie prostują tezy autorki (polecam je czytać i zwrócić na to uwagę),
  • Sugeruje, żeby zapisywać postępy – na papierze lub w excelu lepiej widać progress,
  • Dodatek C zawierający kilka słów o tym, jak wybrać odpowiedniego trenera dla swojego psa,
  • Dodatek D o alternatywnych metodach wspierających leczenie zaburzeń separacyjnych.

Co mi się nie podobało?

  • Sporo zbędnego lania wody i opisów, które w mojej ocenie można by było pominąć np. sposobu na dobre relacje z sąsiadami przez kupowanie im prezentów i zapraszanie na domówki,
  • Odwrażliwianie sygnałów wyjścia – zbędne działania, które są stratą czasu podczas pracy z psem. Jeśli samo wyjście nie będzie stresujące to zwiastuny wyjścia też przestaną mieć dla psa znaczenie. Nie trzeba tego wypracowywać osobno (super jest jednak to, że autorka sama zaznacza, że to odwrażliwianie może sprawę pogorszyć zamiast pomóc),
  • Autorka uważa, że oddanie psa komuś w trening (szkolenie psa przez inną osobę niż opiekun lub oddanie psa na szkolenie do kogoś) jest fajnym pomysłem dla osób zapracowanych (mowa była o szkoleniu, nie pracy nad lękiem separacyjnym). Uważam zdecydowanie inaczej,
  • Duży nacisk na wsparcie farmakologiczne terapii lęku separacyjnego bez uwzględnienia sytuacji, gdzie nie jest to konieczne, a nawet może być niemożliwe,
  • Twierdzenie, że suplementy i naturalne specyfiki wspomagające są zdecydowanie gorsze od leków (kosztują więcej, a ich działanie jest minimalne lub żadne),
  • Sugerowanie, że rzucanie piłki i gonienie wiewiórek to świetna zabawa dla psa (na szczęście w adnotacjach od tłumacza jest zaznaczona *, która uwzględnia odmienne zdanie innych specjalistów i podkreśla szkodliwość podobnych zachowań),
  • Autorka pisząc o zabawie pies-pies nie uwzględnia faktu, że interakcje zwierząt często są błędnie interpretowane (zabawa jest mylona z demonstracją, zachowaniami agonistycznymi i/lub rywalizacyjnymi) i można odnieść wrażenie, że dla niej każdy pies się z każdym bawi (nawet jeśli dopiero się poznały), a im jest młodszy tym tej zabawy jest więcej,
  • Twierdzenie, że spoko pomysłem będzie wzięcie psa ze schroniska na tydzień (w formie domu tymczasowego) i sprawdzenie czy to pomoże rezydentowi na lęk separacyjny (przy dodatkowym słusznym twierdzeniu, że z dużym prawdopodobieństwem nic się nie zmieni i zaznaczeniu tej opcji jako test przed wzięciem drugiego psa na stałe),
  • Zalecenie klatkowania szczeniaków (nawet gdy piszczą) i/lub trzymanie psiaka na smyczy przywiązanej do swojego nadgarstka w celu nauki czystości,
  • Porada, żeby ucząc szczenię samotności zostawić mu jedzenie i żeby był na ten czas w klatce,
  • Zalecenie autorki, żeby po sesji treningowej się nagrodzić (uwaga) deserem, Facebookiem/YouTubem albo winem, a po tygodniu dodatkowo kupieniem ciucha lub wyjściem w miasto (to drugie jest chyba najbardziej sensowne z tych propozycji, choć nadal uważam to za słabą opcję “nagrody” dla człowieka),
  • Dodatek B, E i F mogłyby nie istnieć. Z tymi treściami się w większości nie zgadzam i uważam przytoczone w nich metody za nieskuteczne. Są inne, zdecydowanie lepsze. (dla lepszego zobrazowania: Dodatek B zawiera naukę zostawania w miejscu jako plan na zatrzymanie podążania psa za opiekunem po domu oraz naukę czystości szczeniąt przez klatkowanie i brak dostępu do swobodnego poruszania się po domu (i na spacerach) – to już było poruszane w książce, a w tym dodatku jest opisane dokładniej. Jest też opis treningu klatkowego, który jest w mojej ocenie słaby. Lepsze są zabawy klatkowe (crate games). Dodatek E opisuje “porady na szczekanie” i zawiera (między innymi) szkodliwą, w mojej ocenie, radę izolowania psa jako karę za hałas. Dodatek F dotyczy “treningu pewności siebie”, ale jest tu coś namieszane – niby ok, ale jednak jest się do czego “przyczepić”,
  • W dodatku D są opisane alternatywne metody wspomagania leczenia zaburzeń separacyjnych, ale wyraźnie widać, że autorka ma do nich awersję i nie poleca żadnej,
  • Na tylnej okładce jest zdjęcie psa autorki (i jej samej), który smycz ma zapiętą do kółka szelek na klatce piersiowej. Opcja easy walk jest bardzo kontuzjogenna i niepolecana, a to foto sugeruje, że wszystko jest ok i nawet ekspert w dziedzinie psów korzysta z takich rozwiązań.

Podsumowując:

Ogólna ocena 8,5/10

Uważam, że książka jest bardzo cenną lekturą, bo to jedyna pozycja w pełni poświęcona problemowi lęku separacyjnego w języku polskim, na dodatek dobrze napisana i zgodna z najnowszą wiedzą naukową. Oczywiście, jest kilka rzeczy, których się można doczepić, ale takie zawsze się znajdą. Czy na podstawie tej książki można samodzielnie “wyleczyć” psa z problemów separacyjnych? W mojej ocenie nie do końca i jednak warto skonsultować się z behawiorystą lub zoopsychologiem, który ma doświadczenie w układaniu planów pracy indywidualnie dopasowanych do zwierzaka, niemniej jednak sama świadomość mechanizmów lęku separacyjnego i terapii oraz tego co ułatwia cały proces, a co jest często spotykanym mitem lub wręcz szkodzi, bardzo pomaga opiekunom i niesie przekaz, że warto działać, bo da się wypracować z psiakiem zamierzone rezultaty. Patrząc z psychologicznego, ludzkiego punktu widzenia, samo poczucie, że nie jest się jedyną osobą z danym problemem, i że jest coś co pomoże go rozwiązać daje dużo siły do rozpoczęcia pracy terapieutycznej i kontynuowania jej nawet gdy pojawi się gorszy moment.

Dodaj komentarz