„Zwierzę odbiciem ludzkiej duszy” R. Dahlke & I. Baumgartner – recenzja książki

„Zwierzę odbiciem ludzkiej duszy”

Autorzy: Ruediger Dahlke & Irmgard Baumgartner

Wydawnictwo: Studio Astropsychologii Jeszcze Lepsze Jutro

Moja mini recenzja

Czy polecam?
Średnio

Dla kogo?
Dla osób, które lubią zagłębiać się w tematy duchowości i fizyki kwantowej, a przy okazji są opiekunami zwierząt lub czują więź z innymi gatunkami.

Nie będę tym razem wypunktowywać tego, co mi się podobało, a co nie tylko zostawię kilka swoich ogólnych przemyśleń.

Pewnie nie wiecie, ale tematy rozwoju osobistego, duchowego i troszkę te związane z fizyką kwantową towarzyszą mi od kilkunastu lat lekko licząc. Nie twierdzę, że ze wszystkim się zgadzam, ale głęboko wierzę, że coś może być na rzeczy i mam świadomość, że nauka jeszcze nie jest w stanie zbadać wszystkiego. Fascynują mnie możliwości jakie daje nam świat i z ciekawością czytam różne teorie, hipotezy i podobne doniesienia.
To, że jesteśmy w stanie stworzyć ze zwierzętami szczególną, bliską więź jest pewne, więc i bardzo prawdopodobne staje się stwierdzenie, że to połączenie jest jeszcze głębsze i na niemożliwym do zbadania poziomie.
Książka “Zwierzę odbiciem ludzkiej duszy” pokazuje dowody na to silniejsze i wielopoziomowe połączenie przez opis różnych historii, w których to zwierzęta przejmowały fizyczne choroby swoich opiekunów dając tym samym sygnały, które obszary życia człowieka wymagają zaopiekowania. Jestem w stanie uwierzyć, że to ma sens, natomiast Dr Ruediger Dahlke interpretuje określone choroby zupełnie inaczej niż powszechnie znana Totalna Biologia, czy Tradycyjna Medycyna Chińska. I tu ja osobiście mam zgrzyt i mieszane uczucia. Nawet przyjmując za fakt to, że nasze zwierzęta są w stanie “chorować za nas”, to błędnie określając źródło problemu ciężko jest cokolwiek uleczyć. Pan Dahlke jest autorem tych interpretacji, nie powołuje się na żadne źródła, więc ciężko tu o wiarygodność. Ja osobiście szukałabym podpowiedzi w czymś bardziej sprawdzonym, jak wspomniana Totalna Biologia czy TMC.
Co ciekawe, wszystkie dolegliwości pupili opisywane w książce, były zaleczane homeopatycznie, a tylko w cięższych przypadkach przy pomocy konwencjonalnej medycyny weterynaryjnej i nie zawsze była informacja o wyniku tych działań. Dziwne dla mnie jest to, że skoro źródłem choroby jest jakiś problem emocjonalny/duchowy/życiowy człowieka, to leczeniem staje się homeopatia, ewentualnie medycyna, a nie adekwatna do problemu terapia opiekuna.
Ponadto wielokrotnie pojawia się w książce twierdzenie, że zwierzęta (większość gatunków) nie mają granic “ja” i w ich głowie nie ma takiego konceptu, co jest “udowodnione” przez chyba znany wszystkim eksperyment z lustrem i rozpoznawaniu siebie w odbiciu. Problem polega na tym, że już dawno temu teoria lustra została uznana jako nieskuteczna metoda weryfikowania samoświadomości zwierząt. To trochę tak, jakby oceniać różne gatunki jednym testem np. umiejętnością wspinania się na drzewa i oceniać je pod kątem sprawności tylko na tej podstawie. Patrząc w ten sposób wszystkie zwierzęta, które nie są w stanie wdrapać się na drzewo (np. ryby) uznalibyśmy za wyjątkowo niezdarne, a nie trzeba być fachowcem, żeby stwierdzić, że to w metodzie badawczej jest błąd i zwierze ocenione jako słabsze może być równie sprawne, ale w warunkach, w których żyje i do których jest przystosowane. Tak właśnie jest z lustrem. Niektóre gatunki faktycznie są w stanie rozpoznać się w odbiciu, a inne nie, ale to żaden dowód, bo okazuje się, że zmieniając metodę badawczą pod określony gatunek można wykazać, że zwierzęta, które “nie widzą się” w lustrze nadal mają samoświadomość i potrafią rozpoznać samych siebie w inny sposób.
Nie mogę też zgodzić się ze stwierdzeniem, że konie, które pracują w hipoterapii “rzadko są zmęczone lub sfrustrowane”, które pojawiło się w książce.Nie jest to prawda.

Podsumowując:
Ogólna ocena 5/10

Książka w mojej ocenie nie jest szkodliwa, czyta się ją szybko, jest dość krótka, ale ja bym ją uznała raczej za ciekawostkę niż prawdę objawioną. Nie twierdzę, że zwierzęta nie mogą “ściągać” na siebie naszych dolegliwości, ale zwyczajnie tego nie wiem. Jest to tak samo prawdopodobne, co niemożliwe. Mimo wszystko prawdopodobne źródło dolegliwości i chorób sprawdzałabym w zupełnie innych miejscach niż w teoriach Pana Dr Dahlke, a dodatkowe argumenty o braku konceptu “ja” u zwierząt nie mają pokrycia w badaniach naukowych, wręcz są dowody na to, że jest zupełnie odwrotnie. W mojej ocenie opisane historie i prywatne spostrzeżenia autorów są podkoloryzowane na korzyść zwierząt, ale sam koncept nie jest nieprawdopodobny. Pamiętajcie jednak, żeby leczyć swoje zwierzaki
(i siebie) u lekarzy specjalistów i jeśli chcecie, wspierać dodatkowo zdrowie metodami niekonwencjonalnymi, a nie odwrotnie.

 

Dodaj komentarz